|
Blog muzyczny
Blog > Komentarze do wpisu
Gil-Scott Heron - "Im New Here"
Nie powiem, przy "Me and the Devil", nadal mam ciarki - doskonały, niepokojący podkład, przywodzący na myśl najlepsze lata Beth Gibbons i spółki - oraz pochlastany i głęboki wokal samego Herona, tworzą numer do którego wrócę gdy "czarne chmury zawisną nad miastem". "I'm New Here" to 30-minutowy materiał który jest zwyczajnie słaby. Czas rozczarowań, jak widać również w muzyce - płyta to zlepek wywiadów, quasi-skitów, i zaledwie kilku pełnoprawnych numerów. Źle, nie-ładnie i smutnawo. Za mało Herona w Heronie - singlowy "Diabeł" to jedyny numer godny uwagi na całym albumie - to jednak za mało, żeby pociągnąć cały krążek. Album, który w świadomości miał funkcjonować jak powrót po latach, powrót geniusza, poety, mistrza spoken-wordu, jednego z ojców chrzestnych słowa rapowanego, autora "The Revolution Will Not Be Televised" - no właśnie tak miał być - a dostaliśmy półprodukt, album na 1/3, coś nie dokończonego. Niby nadal ten głęboki głos niesamowicie czaruje, iskrzy od prawdy, niemal czuć zapach papierosa na ulicach NYC. Ale to za mało - nie można mieć gościnnego udziału na swojej własnej płycie - piszę krótko, bom zły. Nie tylko na płytę, ale w tym momencie głównie na to. "I'm New Here"? To lepszy plan na film dokumentalny niż na płytę. A samplowanie Kanye West'a to słaby chwyt, nawet jeśli buduje klimat środa, 24 lutego 2010, szulc888
Komentarze
Gość: frey, 77-253-17-246.adsl.inetia.pl
2010/02/25 00:24:53
wiesz "Me and the devil" to kawałek który codziennie wita mnie po przebudzeniu...tak na rozruch i teledysk ma klimat... i chce się jeszcze...też liczyłem na więcej...
2010/02/25 12:44:37
Nie słyszałem, więc się nie wypowiem, ale album zbiera dobre noty na zachodzie.
|
|